Jesteś tu:   Strona główna » Historia SFP
rog

Historia SFP

Stowarzyszenie Filmowców Polskich powstało w 1966 r. Dzięki działaniom kolejnych zarządów SFP polska kinematografia, nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach cenzury politycznej miała szanse rozwoju. Po roku 1989 zmieniły się cele i zadania Stowarzyszenia. Najważniejszym z nich stało się doprowadzenie do uchwalenia ustawy o kinematografii i korzystnych dla twórców i polskiego filmu standardów prawnych, a jednocześnie promocja w kraju i zagranicą polskiej kinematografii i jej twórców.

Idea Stowarzyszenia jest określona już w pierwszym paragrafie założycielskiego statutu: "Stowarzyszenie Filmowców Polskich jest organizacją twórców filmowych oraz innych podmiotów, których działalność jest związana z twórczością filmową, powstałą w celu reprezentowania ich interesów zawodowych, twórczych i wynikających z ochrony w zakresie prawa autorskiego i praw pokrewnych, a także w celu udzielania członkom Stowarzyszenia różnorakiej pomocy prawnej, socjalnej i organizacyjnej". Tyle lakoniczna definicja. Jak to się przekładało na praktykę? Mijające lata niosły swoje problemy.

"Nic o nas bez nas" - powiedział przewodniczący Sekcji Filmu Fabularnego SFP Włodzimierz Haupe w jednym z wywiadów na początku lat 70. ("Kino" 2/71). I ten głos będzie słychać aż do czasów stanu wojennego, choć oczywiście stosunki między władzą a filmowcami rzadko układały się idyllicznie.

Zjazd Konstytucyjny Stowarzyszenia Filmowców Polskich odbył się w dniach 29-30 maja 1966 roku. Przewodniczącym organizacji został Jerzy Kawalerowicz, który pełnił tę funkcję przez trzy kadencje, do 1978 roku. Wśród wielu zadań, jakie stawiało przed sobą nowo powstałe Stowarzyszenie, były m.in.: popularyzacja sztuki filmowej, wychowywanie młodego pokolenia filmowców, kształtowanie polityki kulturalnej w zakresie programowania twórczości filmowej, współudział w ustalaniu zasad rozpowszechniania filmów w kinach i telewizji, rozwój bazy technicznej i modernizacja produkcji. Na drugim planie działalności SFP były sprawy socjalno-bytowe jego członków. W odróżnieniu od działających wówczas Związków Zawodowych Stowarzyszenie zrzeszało tylko "pracowników twórczych": reżyserów, operatorów, scenarzystów. Na pierwsze lata działania SFP przypadł trudny rok 1968. Późny Gomułka to czarny okres - wspomina Andrzej Wajda.* - "Później daliśmy się złapać na towarzysza Gierka". Wraz z upływem czasu przybywało bieżących problemów, jak choćby sprawy reorganizacji zespołów filmowych, dystrybucji, podwyżki stawek czy poprawy stanu technicznego filmów. We wszystkich kwestiach Stowarzyszenie występowało jako reprezentant całego środowiska.

Na początku lat 70. pojawiły się nowe problemy. Jerzy Kawalerowicz mówił na łamach "Kina" (10/73): "Okres istnienia Stowarzyszenia przypadł na lata niezmiernie istotnych przemian w naszej politycznej rzeczywistości oraz bardzo istotnego fermentu, jaki ma miejsce w światowej sztuce filmowej, na skutek przekształcania się środków audiowizualnych. W tym czasie nastąpił też burzliwy rozwój i okrzepnięcie telewizji w Polsce. Jesteśmy przekonani, że rola kinematografii jako czynnika kulturotwórczego nie zmalała, przeciwnie - wzrosła. (...) W odczuciu środowiska filmowego możliwości kinematografii polskiej są zagrożone. Odbija się to na Stowarzyszeniu, którego znaczenie i autorytet polityczny i artystyczny nie jest w pełni wykorzystywany. (...) Jako środowisku jest nam potrzebny bezpośredni, stały kontakt z politykami, by uniknąć różnic w ocenie sytuacji czy poszczególnych filmów. Stowarzyszenie Filmowców Polskich w ostatnim roku zaproponowało kilka rozwiązań modelu organizacyjno-gospodarczego kinematografii i unowocześniania oraz rozbudowy bazy technicznej". Już wówczas myślano o Domu Filmu Polskiego, "nowoczesnym kino-teatrze", z trzema salami, biblioteką, kawiarnią, gdzie miały być prezentowane nowe środki audiowizualne, filmy przedpremierowe i archiwalne. Miejsce takie nie powstało do dziś. Ale wtedy też - nie bez udziału SFP - narodziła się idea Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, który od 1974 roku odbywał się najpierw w Gdańsku, a teraz w Gdyni.

W IMIENIU FILMOWCÓW

W latach 70. SFP było swego rodzaju pośrednikiem dla swoich członków w rozmowach z władzą.

"Stowarzyszenie było zawsze wielką podporą dla środowiska filmowego, ponieważ nigdy nie podważało zasady działania zespołów filmowych" - mówi Andrzej Wajda - "a we władzach Stowarzyszenia znaleźli się również kierownicy artystyczni zespołów, które były fundamentalną podstawą polskiej kinematografii i stały się swego rodzaju zaporą między politycznym kierownictwem kinematografii a twórcami. Tu, w zespołach, powstawał program polskiego kina, a SFP zawsze je wspierało w bojach z władzą. Reżyser nie musiał więc sam stawać przeciwko kierownictwu kinematografii. W jego imieniu występował ktoś, z kim władza się liczyła - kierownik artystyczny zespołu. Stowarzyszenie było więc częścią powojennej polityki kulturalnej - wskazówką ile władzy może wziąć środowisko filmowe. Ale to środowisko się zmieniało. Inni ludzie byli po 1945 roku, a inni pojawili się wraz z polską szkołą filmową. Zmiany polityczne, które przechodził kraj, wpływały też na kinematografię. Partia bardzo pilnowała, by na czele SFP stał ktoś, do kogo może mieć zaufanie ze względu na jego partyjną legitymację. Ale w latach 70. pojawili się nowi, młodzi reżyserzy, jak Krzysztof Zanussi, Wojciech Marczewski, Krzyszof Kieślowski czy Agnieszka Holland. Ta grupa zgłosiła moją kandydaturę na prezesa".

Chociaż mało kto się tego spodziewał w 1978 roku nowym prezesem został Andrzej Wajda. Jeden z ówczesnych sekretarzy KC skwitował to podobno dosadnym stwierdzeniem, że nie trzeba było w ogóle dopuszczać do wyborów, tylko odgórnie wszystko ustawić. "Kawalerowicz, który przez lata był naszym prawdziwym reprezentantem robił to, co było możliwe w tamtych warunkach - mówi Andrzej Wajda. - To w jego zespole zrobiłem "Kanał" i "Popiół i diament". Zasługiwał na to, aby wybrać go honorowym prezesem, gdyż jako środowisko filmowe nie mieliśmy powodu, by okazywać mu brak zaufania. Ale ówczesna władza nie chciała tego przyjąć do wiadomości. Nowy minister kultury od razu skonfliktował się ze środowiskiem. Wezwawszy mnie na rozmowę zaznaczył, że nadal będzie się zwracał do Kawalerowicza, bo "prezes honorowy", to ktoś więcej niż "prezes". Nic na to nie odpowiedziałem, gdyż zrozumiałem, że władze polityczne bały się jakichś rewolucyjnych ruchów z naszej strony. Nam zależało jednak przede wszystkim na reprezentowaniu młodszej części naszego filmowego środowiska".

Bez większych dramatów SFP udało się jednak przetrwać do sierpniowego zrywu 1980 roku. Co udało się zrobić do tego czasu? "Np. wytłumaczyć władzy, że kamery rejestrują rzeczywistość i trzeba chwytać każdą chwilę bez oglądania się na odgórne decyzje. To nie było wcześniej takie oczywiste, bo na każde zdjęcia trzeba było mieć zgodę z wydziału kultury KC. W wyniku naszej interwencji materiały powstawały, chociaż były "zabezpieczane przez odpowiednie służby". Ale dzięki temu w chwili wolności mogły powstać takie filmy, jak "Robotnicy '80"".

"Ten krótki okres" - kontynuuje Andrzej Wajda - "był piękny także dlatego, że w ideę Stowarzyszenia uwierzyli nasi młodsi koledzy, którzy dawniej trzymali się na uboczu. To uczyniło z nich nie tylko reżyserów, ale i działaczy społecznych".

Po zjeździe w październiku 1980 roku obsada stanowiska szefa kinematografii wymagała konsultacji z SFP. 3 marca 1981 roku powołano Komitet Ocalenia Kinematografii pod kierownictwem Andrzeja Wajdy i Jerzego Kawalerowicza. Ale spontaniczny zryw obywatelski rychło osiągnął swój kres. "Szybko sobie uzmysłowiłem, że w moim życiu będzie taka fluktuacja" - mówi Wajda. - "Chcąc kręcić filmy, trzeba było mieć dużo pomysłów, bo realizowało się jeden na cztery. To samo dotyczyło pracy w Stowarzyszeniu. Trzeba było umieć wykorzystać sprzyjającą chwilę".

PRÓBA SIŁ

Jeszcze w tym samym, '81 roku, wszelkie prace przerwał wprowadzony 13 grudnia stan wojenny. Działalność SFP, tak jak innych związków, została zawieszona. Aż do 9 czerwca 1983 roku. W tym czasie rozwiązano też Zespół X, którym kierował Andrzej Wajda. "Początkowo myślałem, że po paru tygodniach czy miesiącach uda się odbudować Stowarzyszenie" - wspomina Wajda. - "Uważałem, że w każdych czasach, a szczególnie ciężkich, jest ono środowisku potrzebne. Rozumiałem, że warunkiem reaktywacji jest moja rezygnacja, dlatego bez namysłu podałem się do dymisji. Zależało mi tylko, żeby nowego prezesa wyłoniono podczas zjazdu, a nie odgórnie narzucono". W grudniu 1983 roku odbył się Walny Zjazd Stowarzyszenia. Nowym prezesem został Janusz Majewski, który prezesował Stowarzyszeniu przez dwie kadencje.

"Podczas zjazdu grupa kolegów (Wajda, Kieślowski, Marczewski, Bajon, Zanussi) zwróciła się do mnie z pomysłem objęcia przeze mnie funkcji prezesa SFP" - wspomina Janusz Majewski. - "Na początku nie chciałem o tym słyszeć, uważałem, że się do tego nie nadaję, ale koledzy przekonywali, że jestem najlepszym kandydatem, bo nigdy się nie deklarowałem ani po jednej, ani po drugiej stronie i władzy trudno będzie mnie nie zaakceptować. W końcu zgodziłem się kandydować i przeszedłem zdecydowaną większością głosów. Nazajutrz rano otrzymałem szereg telegramów z gratulacjami od przedstawicieli władz, w tym od generała Jaruzelskiego. To mnie zmroziło". Janusz Majewski nie miał jednak wątpliwości, że jego kandydatura musiała być wcześniej zakulisowo zaakceptowana. Jednym z jego zastępców został Juliusz Burski, późniejszy szef kinematografii. W pierwszym wystąpieniu Janusz Majewski wyraził sprzeciw wobec cenzury, czym od razu naraził się władzy.

Ale cenzura nie była jedynym problemem filmowców. 13 grudnia stanęła cała produkcja filmowa. Zatrzymano m.in. "Przesłuchanie". "Jednym z moich ostatnich kroków było spotkanie z wojskową radą Ministerstwa Kultury i Sztuki" - wspomina Andrzej Wajda. - "Przekonywałem, że te filmy muszą być dokończone, choćby po to, by je ocenić politycznie. Wierzyłem, że tylko tą drogą "Przesłuchanie", "Kobieta samotna" i wiele ważnych filmów zobaczy w przyszłości ekrany kin i zaświadczy, że polskie kino umiało towarzyszyć przemianom społecznym i politycznym, które zaistniały w naszym kraju".

Kolejną - choć nie tak newralgiczną kwestią była siedziba Stowarzyszenia. W latach 80. ciasne biuro mieściło się na Trębackiej, na małej antresoli nad kultową knajpą zwaną Ściekiem. Rozmaite obietnice władzy, zapowiadające poprawę warunków lokalowych, nie zostały nigdy spełnione.

Ale lata 80. to okres trudny przede wszystkim politycznie. Kontakty z władzą wymagały dyplomacji. A i tak filmowcom stawiano wciąż jakieś zarzuty, jak choćby ten - śmieszny z dzisiejszej perspektywy - że SFP nie uczestniczy w pochodach 1-majowych. "Nigdy nie byłem członkiem partii i nie miałem nic do stracenia, więc odmówiłem. A nie groziło to już wtedy wywiezieniem na Sybir" - mówi Janusz Majewski. - "Nie wiem czy władze uważały mnie za nieszkodliwego wariata, czy zręcznego gracza, który ma jakiegoś asa w rękawie, ale nie wątpię, że mieli w Stowarzyszeniu jakieś swoje wtyczki".

Jednym z nielicznych rozwiązanych problemów było nawiązanie stosunków z zagranicznymi, nie tylko socjalistycznymi stowarzyszeniami. "Z pełną premedytacją zwróciliśmy się wtedy na Zachód, a raczej na północ i rozpoczęliśmy współpracę z Finami, Duńczykami i Norwegami. Dwustronny kontakt nawiązaliśmy też z Chińczykami" - mówi Janusz Majewski. Duża część jego wspomnień z czasów prezesury dotyczy właśnie zagranicznych podróży. "Teraz mogę się przyznać, że dobierałem kolegów pod kątem umiejętności gry w brydża" - opowiada. - "Bo coś trzeba było robić wieczorami np. w Chinach". Ale pojawiały się też pierwsze sygnały zmian w układzie międzynarodowym. Pod koniec lat 80., gdy prezesem Sojuza Kinamatografistów, radzieckiego odpowiednika SFP, został Elem Klimow, a w powietrzu już wisiała pieriestrojka, urządzono w Moskwie wspólne sympozjum na temat białych plam w historii wzajemnych stosunków. "Tam, może po raz pierwszy, padło między nami publicznie słowo: Katyń" - wspomina Janusz Majewski.

W 1986 roku wręczono po raz pierwszy Złote Taśmy - nagrody utworzonego w 1985 roku Samodzielnego Koła Piśmiennictwa SFP dla najlepszych produkcji filmowych danego roku. Istniejące od pół wieku nagrody przyznawane były do stanu wojennego przez Klub Krytyki Filmowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich pod nazwą: Syrenki Warszawskie.

W lipcu 1987 roku sejm uchwalił ustawę, która wyodrębniała kinematografię z reformy ekonomicznej uwzględniając jej specyfikę.

W latach 80. środowisko było podzielone na kolaborujących z komunistyczną władzą i nie kolaborujących, produkcja filmowa kulała, i wiele osób w środowisku było bez pracy. Różne formy pomocy socjalnej istniały w Stowarzyszeniu od początku, ale teraz okazały się niewystarczające. W 1988 roku utworzono więc specjalną Kasę Zapomogowo-Pożyczkową.

IDZIE NOWE

W 1990 roku Janusz Majewski nie chciał po raz trzeci zasiadać na fotelu prezesa SFP. "Byłem zmęczony. Poza tym było jasne, że w tym kształcie SFP traci rację bytu" - mówi. - "Dla mnie to było codzienne użeranie się z władzą. Miałem poczucie, że tracę czas".

Nowym prezesem Stowarzyszenia został wybrany Jan Kidawa-Błoński.

"Skończyłem szkołę filmową w 1980 roku. Wkrótce potem zaczął się stan wojenny. Sytuacja takich ludzi jak ja była beznadziejna" - wspomina. - "Telewizja nas goniła do robienia filmów - co dziś brzmi jak bajka. Ale wówczas praca w telewizji publicznej była w ocenie środowiska równoznaczna z zarzutem o kolaborację. Pomogli nam wtedy starsi koledzy i tuż po szkole, bez dorobku byliśmy przyjmowani do SFP. Ta legitymacja była nam wówczas bardzo potrzebna. Z wielkim entuzjazmem zacząłem działać w Stowarzyszeniu. Gdy nadszedł rok 1990, byliśmy grupą głośno krzyczących młodych filmowców i przejęliśmy stery". Obyło się jednak bez walki. Do owej grupy należeli debiutujący wówczas reżyserzy: Magda i Piotr Łazarkiewiczowie, Waldemar Krzystek, Krzysztof Magowski. "Być może to ostatnia grupa, która utrzymywała ze sobą tak ścisły kontakt i była jakimś zauważalnym głosem pokolenia" - ocenia Jan Kidawa-Błoński. - "Wszyscy byliśmy jednak idealistami, brakowało wtedy w SFP kogoś o bardziej menedżerskim podejściu".

A przydałby się ktoś taki, bo był to był trudny moment dla SFP również w sensie materialnym. Do ok. 1989 roku Stowarzyszenie utrzymywało się z dotacji Ministerstwa Kultury i składek członkowskich. Ale w przeciwieństwie do innych stowarzyszeń SFP nie miało żadnego majątku (biur czy domów pracy twórczej). Siedziba nadal mieściła się przy Trębackiej. SFP założyło też spółkę z firmą dystrybucyjną Solopan; miała ona użytkować należące do ministerstwa kino Kultura. Ambitny, artystyczny repertuar nie przynosił jednak żadnych zysków. W tym samym czasie Ministerstwo Kultury wycofało się z dotowania stowarzyszeń twórczych. "Uznano, że wszyscy powinni sobie sami radzić" - opowiada Jan Kidawa-Błoński. - "Od początku kadencji wpadliśmy więc w spiralę zobowiązań finansowych, z których nie mogliśmy się wyplątać. Pod koniec mojej kadencji zaczęli nam nawet prąd wyłączać". W tym samym czasie SFP zaczęło starania o uporządkowanie kwestii praw autorskich. Złożono nawet wniosek do ministerstwa, ale całą sprawę udało się przeprowadzić dopiero w następnej kadencji.

Następną kwestią, która pojawiła się wraz z rodzącym się kapitalizmem, była prywatyzacja. W 1989 roku polska kinematografia to było 8-9 zespołów dotowanych przez państwo. Przewodniczącym Komitetu Kinematografii był wtedy cieszący się dużym prestiżem w środowisku Juliusz Burski. "Naciskaliśmy na ministerstwo, by środki z funduszu kinematografii były dostępne w jednakowym stopniu dla państwowych i prywatnych producentów, którzy zaczęli się już pojawiać na rynku" - mówi Jan Kidawa-Błoński. - "Wtedy powstały zręby dzisiejszego systemu. Byliśmy zresztą pierwsi wśród krajów naszego dawnego obozu - Czesi i Węgrzy patrzyli na nas z zazdrością, choć później role się odwróciły. Takie przeobrażenie nie byłoby możliwe bez Stowarzyszenia. Osiągnęliśmy więc swój cel, tzn. przeobrażenie kinematografii państwowej nie tyle w prywatną, ile taką, w której było wiele różnych źródeł finansowania (np. telewizja, która dopiero wtedy zaczęła wspierać produkcję kinową). Może mogliśmy pójść dalej, ale nie udało się to nam. Za mało wiedzieliśmy i nie mieliśmy takiej wyobraźni".

W maju 1994 roku na Walnym Zjeździe SFP wprowadzono 12 poprawek do statutu Stowarzyszenia, umożliwiających zarządzanie prawami autorskimi. W grudniu prezesem został wybrany Jerzy Domaradzki.

DZIŚ I JUTRO

Jacek Bromski początkowo zajmował się prawami autorskimi jako członek 35-osobowego Zarządu SFP. Gdy po dwóch latach prezesury Jerzy Domaradzki zrezygnował, zgodził się kandydować na fotel prezesa. "Zarząd był nieruchawy, a trzeba było działać energicznie i zdecydowanie" - opowiada. - "Jedyny w środowisku filmowym znałem się na prawie autorskim. Zetknąłem się z tym nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim za granicą. Pierwsze lata mojej prezesury były więc poświęcone budowie organizacji zbiorowego zarządzania prawami reżyserów, operatorów i scenarzystów, a także walką o tantiemy autorskie. Prawo autorskie było dla nas bardzo niekorzystne - co prawda uznawało reżysera jako autora filmu, ale zwalniało użytkowników z opłat z tytułu praw autorskich nakładając je na producenta. To było utopijna idea, bo producentem wszystkich filmów zrealizowanych w PRL-u było państwo, a niezależni producenci, którzy się pojawili, byli jeszcze słabi ekonomicznie, żeby wymuszać cokolwiek na użytkownikach: dystrybutorach, telewizjach prywatnych, itp". Przed nowym prezesem były więc miesiące i lata lobbowania w sejmie i budowania od podstaw rynku praw autorskich. Wtedy powstała ZAPA - Związek Autorów i Producentów Audiowizualnych.

"Wiele rzeczy się udało" - podsumowuje swoje 10 lat prezesury Jacek Bromski. - "Pomimo ostrego sprzeciwu ze strony prywatnych nadawców zmieniliśmy prawo autorskie". Stowarzyszenie nabrało dziś innego wymiaru. Wymogła to zmiana sytuacji politycznej i rynkowej. "Za czasów PRL-u Stowarzyszenie - to była instytucja, gdzie się spotykaliśmy, by reagować na różne opresje czy walczyć z cenzurą o swobody, w takich ramach, w jakich dało się to zrobić. W Polsce było stosunkowo dużo wolno, dlatego nasze filmy chętnie pokazywano za granicą, a w krajach takich jak Bułgaria czy ZSRR bywały zakazane" - mówi Jacek Bromski. - "Po zmianie ustroju Stowarzyszenie się rozpadło. Gdy ustępował Jan Kidawa-Błoński, Zarząd siedział na schodach w Ministerstwie Kultury, bo pokoik, który miało Stowarzyszenie, był za mały. I wszyscy zastanawiali się skąd wziąć pieniądze na znaczki, żeby wysłać zawiadomienia o Walnym Zjeździe do pozostałych członków".

Po ustawie o prawie autorskim przyszła kolej na Ustawę o Kinematografii. Dziś SFP stara się też aktywnie wspierać młodych twórców. "Nigdy jeszcze w historii polskiej kinematografii młodzi reżyserzy nie mieli tylu możliwości" - uważa Bromski. - "Oczywiście młodzi ludzie nie mają skłonności ani do łączenia się w grupy, ani do pracy społecznej, więc nie należy liczyć na jakieś pospolite ruszenie. Ale mamy Koło Młodych, które bardzo sprawnie działa. Organizujemy wiele imprez (festiwal w Koszalinie, Laboratorium Scenariuszowe, fundusze stypendialne czy Program "30 minut", "Pierwszy Dokument" i "Młoda Animacja") z myślą o młodych twórcach. Również ci, którzy nie są członkami Stowarzyszenia, mogą w nich uczestniczyć".

Ostatnie lata okazały się bardzo korzystne dla organizacji. Dzięki pomocy AIDAA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Autorów Filmowych) i FERA (Europejska Federacja Reżyserów Filmowych) Stowarzyszenie otrzymało wsparcie finansowe oraz sprzęt (komputery itd.). Istotna była też pomoc logistyczna oraz z Funduszu PHARE. "Dużo zawdzięczamy naszym kolegom z innych państw Wspólnoty Europejskiej, a też organizacjom europejskim" - mówi Jacek Bromski. -"Okrzepliśmy, więc teraz spełniamy inną rolę. Jesteśmy liderem naszej części Europy, pomagamy słabszym krajom".

SFP ma dziś kondycję energicznego 40-latka - już umiejącego korzystać z doświadczeń, ale jeszcze nie oglądającego się wstecz...

Iwona Cegiełkówna

* Wypowiedzi pp. Andrzeja Wajdy, Janusza Majewskiego, Jana Kidawy-Błońskiego i Jacka Bromskiego pochodzą z wywiadów przeprowadzonych przez autorkę w marcu i kwietniu 2006 roku.

Autorka dziękuje panu Andrzejowi Zgudowi za możliwość skorzystania z jego pracy magisterskiej, dokumentującej historię SFP.

Tekst opublikowany w miesięczniku "Kino" w maju 2006 r.

Prezesi SFP

1966-1978 Jerzy Kawalerowicz
1978 - 1981 Andrzej Wajda
1983 - 1990 Janusz Majewski
1990 - 1994 Janusz Kidawa - Błoński
1994 - 1996 Jerzy Domaradzki
od 1996 - Jacek Bromski

rog

rog

Projekt graficzny: Item45.pl
Realizacja i hosting: Stopklatka.pl